O mnie

Moje zdjęcie

Uważam, że powiedzieć o kimś ---,,Kura domowa "--- to komplement .

środa, 30 lipca 2014

Wały Chrobrego , Odra od strony wody i Restauracja Ładoga

Być w Szczecinie i nie zaliczyć spaceru po Wałach Chrobrego to nietakt.
Upał upałem ale córka nie odpuściła - zięć i wnuki muszą dotrzeć nad Odrę.


Żeby choć trochę złagodzić żar wybraliśmy się na wyprawę stateczkiem po Odrze.
Większej przyjemności nie mogliśmy maluchom zafundować.
Wszystko było super. I dźwigi portowe

I remontowane statki


I wodne ptactwo ( pełno stojących nad brzegami na wysepkach czapelek , perkozów, mew).


Nawet lisa skradającego się do czapli udało się nam pstryknąć.


Potem obowiązkowo trzeba było zamoczyć nogi w fontannie ( akurat przez moment była nieczynna bo czyszczono ją , ale potem pokazała się w całej krasie ).


A jak już wszyscy padali od gorąca ,,zakotwiczyliśmy,, w  restauracji rosyjskiej Ładoga ( na barce przy nabrzeżu ).


Jeśli chodzi o menu Ładogi ( w każdym razie tego co my zamawialiśmy) mam mieszane uczucia:
- starter ( nie zamawiany - poleca szef kuchni) - śledź w oleju z marynowanymi grzybkami--pyszny. Nawet dzieci które nigdy w życiu śledzia nie próbowały zjadły ze smakiem.

-zięć zamówił boeuf strogonow - podobno był bardzo smaczny, podany z drobnymi kluseczkami francuskimi i ku mojemu zdziwieniu z gotowaną mini marchewką

-dzieci ( z dziecięcej karty ) dostały ,, carewicza,, - czyli po prostu frytki i kawałki kurczaka z grilla

-córka zamówiła wareniki ( z serem i ziemniakami) - czyli po prostu ruskie pierogi i tu kucharz poległ - pierogi były na 100 % kupne

- moje zamówienie to solianka i pielmieni z mięsem i śmietaną.Solianka pychota. Porcja tak duża ( podgrzewany kociołek) , że starczyła by na 3 osoby. A pielmienii to totalna porażka . Nie wiem czy kupne ale ciasto tak grube , że nie czuć mięsa , a zamiast kwaśnej śmietany jakiś sos serowy ( założę się , że kupny z torebki).

Za ton piwo było zimne i smaczne, sala dobrze klimatyzowana i obsługa miła.

Po atrakcjach nad Odrą wróciliśmy taksówkami ( bo akurat wolnej na 5 osób nie było ) do domu ( inaczej się na Potulicką nie da . Wszyscy zaliczyli prysznic i poupychali się gdzie sie dało w pozycji leżącej. Dzieci przysnęły .

Zupełnie miły dzień tyle , że za gorąco.

1 komentarz:

Urszula - Proste potrawy pisze...

W Szczecinie byłam oj dawno, dawno temu. Chętnie teraz obejrzałabym dokładniej miasto niz w czasach młodości:) a restaurację pewnie bym ominęła..
Pozdrawiam serdecznie.