O mnie

Moje zdjęcie

Uważam, że powiedzieć o kimś ---,,Kura domowa "--- to komplement .

środa, 11 września 2013

Szaszłyki drobiowe w herbacianej marynacie


Spieszyłam się dziś z obiadem bo pół dnia spędziłam u lekarza i w laboratorium. A potem jeszcze mnie pokusiło by wstąpić do Delikatesów mięsnych i odnowić zapasy w zamrażalniku.

Dotarłam do domu zmęczona okropnie. A tu jeszcze trzeba było poporcjować mięso i poupychać je w szufladach zamrażarki.

Wyłowiłam przy okazji pół paczki kupnych frytek. Odłożyłam 1 pierś z kurczaka i wrzuciłam wszystko do ActiFry by się upiekło razem ( oczywiście kurczaka wcześniej wsadziłam w marynatę)



Czas: 45 minut


Składniki:


2 małe pojedyncze piersi z kurczaka

6 małych szalotek

1 saszetka herbaty Earl Grey

2 łyżki oleju z pestek winogron

1 pełna łyżeczka słodkiej mielonej papryki

szczypta kolorowego pieprzu

szczypta czarnej soli w płatkach

1/2 szklanki wrzącej wody


Zaparzyć połową wrzątku ( 1/4 szklanki)  herbatę. Dodać 1 łyżkę oleju, przyprawy. Wymieszać. Usunąć saszetkę. Poczekać aż ostygnie.



Pokroić piersi kurczaka w kostkę.



Zalać mięso marynatą i zostawić na 15 minut.



Szalotki przekroić na pół.


Nabijać na przemian mięso, pół szalotki .


W miskę ActiFry wsypać zamrożone frytki ( ok 0,4 kg ). Skropić łyżką oleju. Na frytkach ułożyć szaszłyki i piec 30 minut. Po 20 minutach wyłączyć na moment frytownicę i skropić frytki i mięsa pozostałą wodą* - włączyć i piec do zrumienienia frytek i mięsa.




*    Kropię wodą bo inaczej frytki i mięso  są za suche .


** Na przyszłość uważam, że dobrze by było przełożyć jednak mięso cienkimi plasterkami słoninki - szaszłyk jednak nie może być zupełnie dietetyczny.


*** Myślę, że można takie szaszłyki upiec również w worku foliowym do pieczenia mięs.

3 komentarze:

Justyna Bąk pisze...

pysznie wyglądają:) też właśnie się przymierzam do szaszłyków:)

Beata pisze...

Kurczak super, ale kupne frytki? Zrobione z mąki ziemniaczanej, suszu i oleju roślinnego...

Bunia Babciagramolka pisze...

No niestety Beatko- są dwa momenty kiedy robię kupne frytki . Pierwszy - kiedy mam najazd ,, tabunu" frytkowych stołowników - kategorycznie odmawiam obierania i krojenia 3 kg ziemniaków :(. A drugi to po prostu jak mi z takiego hurtowego smażenia frytek trochę w opakowaniu zostaje to jak się śpieszę ( a pasuje mi do dania) to smażę.
Jak mi się nie chce , nie mam czasu lub z każdego innego powodu który uznam za słuszny- kupuję gotowce i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.W końcu nie wszystko robię sama i nie zawsze mam dostęp do ekologicznych produktów.Jak padam ze zmęczenia na ,,dziób" to propozycja bym jeszcze robiła samodzielnie frytki chyba by mnie zwaliła z nów i obiadu by nie było wcale.