O mnie

Moje zdjęcie

Uważam, że powiedzieć o kimś ---,,Kura domowa "--- to komplement .

sobota, 10 września 2011

Beta vulgaris

 Co powoduje, że odczuwamy zdecydowaną chęć jedzenia określonych potraw ? Chyba nasz organizm podświadomie wie czego mu potrzeba. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć to co się wyrabiało  przez 4 dni w sierpniu 1975 roku ? Daniel skończył roczek . Tego dnia marudził od rana. Myślałam , że to upał , albo może ząbki mu wychodzą. Śniadania nie ruszył. Drugie śniadanie - nadal nie chce jeść. Tylko pije. Próby nakarmienia go przeciągają się do obiadu, którego zresztą też kategorycznie odmówił. Buzia zaciśnięta. Czarna rozpacz ! Była wtedy u nas Teściowa-Helena. Ja walczyłam z Dankiem , ona z moim mężem jedli drugie danie. W końcu zrezygnowałam. Trudno ! Pójdę jutro do lekarza. Ważne , że choć pije. Nałożyłam sobie swoją porcję. Daniel podreptał do Babci i ciekawie zaglądał jej w talerz. Teściowa podała mu utłuczone ziemniaki- kręci głową. A może kotlet mielony- nie ! Buraczki ? Buzia wreszcie się otworzyła. Zjadł całą miseczkę buraczków. Uspokoiłam się. Będzie dobrze. Je !. Podwieczorek : znów problem. Budyń, biszkopciki, mus owocowy-nie ! Trudno ! Zobaczymy co będzie jak dam mu buraczki, które zostały z obiadu. Zjadł. Wieczorem na kolację na wszelki wypadek oprócz kaszy manny ugotowałam buraczki. Wybrał buraczki. Tak było przez trzy dni. Pierwszego dnia karmiłam go 5 razy dziennie buraczkami podając mu je na łyżeczce. No ale łyżeczka ma to do siebie , że nie zawsze trafia do buzi. Posadziłam go golutkiego na pieluszce leżącej na dużej folii, postawiłam miseczkę z buraczkami i dałam łyżeczkę. Niech je sam. Jadł. Co prawda szybko przeszedł na ,, system ręczny ". Raz jedna łapka wędrowała do buzi , raz druga. Mój dzień wyglądał tak :
- ugotować i utrzeć buraki
- posiłek
- kąpiel ,, czerwonoskórego „
-posiłek
- kąpiel
i tak 5 razy dziennie. Chciałam już iść do lekarza. Powstrzymała mnie Teściowa , powtarzając filozoficznie: zostaw, poczekaj, samo przyszło, samo przejdzie. Rzeczywiście ! Piątego dnia na śniadanie i drugie śniadanie buraczki. Obiad -miska z buraczkami -be!, zupka - cacy! Powędrował do Babci Heleny jeść zupkę. A ja ? Ja długo nie mogłam patrzeć na buraczki. Potem mi przeszło. Ale ilekroć jem buraczki ze strachem myślę : a co to będzie jak któregoś dnia , któreś z wnuków ogarnie takie buraczkowe szaleństwo ? Brrr! Strach nawet myśleć. A Beta vulgaris to po prostu- burak zwyczajny.


                   Buraczki zasmażane 



 Jedna z najstarszych wersji jarzynki z buraczków - na ciepło-i zaciągnięte mąką . Doskonale pasują mi do obiadu odtwarzającego stare smaki kuchni polskiej .

Czas : 30 minut

Składniki :
3 średnie buraki
1 łyżka masła
Sól
1 łyżka  mąki
ocet owocowy do smaku ( doskonały jest jabłkowy lub wiśniowy )


Buraki ugotować w łupinie . Obrać . Ostudzić . Utrzeć na średniej tarce jarzynowej  . Masło rozpuścić w garnuszku . Włożyć na nie buraczki .

Posolić . Skropić octem  . Oprószyć mąką .

Wymieszać . Chwilę ogrzewać , tak aby mąka przestała być surowa .
Zależnie od tego jakie są buraczki można je lekko posłodzić cukrem lub odrobiną miodu

1 komentarz:

Tylko Spróbuj pisze...

uwielbiam zasmażane buraczki!
tylko nie dodaję mąki :)
ale i tak leci mi ślinka :)